Dlaczego Kaczyńskiemu udało się za drugim razem
Sprowokowali Lecha Wałęsę, wtedy swego idola, później wroga, do wypowiedzenia “wojny na górze” premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu i jego obozowi. Sprzeciwili się pomysłom Bronisława Geremka i Adama Michnika utworzenia ze zwycięskiej w wyborach z 4 czerwca 1989 r. Solidarności jednej partii o orientacji socjaldemokratycznej. Przejęli “Tygodnik Solidarność”, wcześniej przez Mazowieckiego kierowany, chociaż nie udało im się uczynić z niego konkurencji dla “Gazety Wyborczej” Michnika, bo dobrych piór w Tysolu zabrakło. Założyciele Porozumienia Centrum, ogłaszający jego deklarację 12 maja 1990 r. zapoczątkowali budowę systemu partyjnego w Polsce, chociaż oczywiście pojedyncze partie powstały dużo wcześniej (Konfederacja Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego już w 1979 r.). Stali się armią Lecha Wałęsy w zwycięskiej kampanii prezydenckiej z 1990 roku. Jednak to on wykorzystał ich i porzucił, chociaż spodziewali się, że stanie się odwrotnie.
Portret partii władzy
samym na zarzut lizusostwa, bo wiemy, ile do tej pory warte były biografie każdego z Kaczyńskich czy – przed Smoleńskiem – wywiady-rzeki z obydwoma, z jednym może tylko chlubnym wyjątkiem “Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego” pióra Michała Krzymowskiego. Cześć i chwała Adamowi Chmieleckiemu, że za sprawą starannego aparatu naukowego i obfitości szczegółów ważnych, czasem pasjonujących nawet, a także cennych dla koneserów tabel i zestawień, zadbał o to, by jego dziełko nie trafiło do księgarnianych przecen, gdzie sąsiadować by mu przyszło z cegłą Piotra Semki o Lechu Kaczyńskim czy pisanymi na kolanach produkcjami Piotra Zaremby lub braci Karnowskich. Przecież do pracującego na klęczkach Jana Styki miał się przecież odezwać sam Pan Bóg słowami: – Ty mnie nie maluj na kolanach. Ty mnie namaluj porządnie.
Wybór bohatera zbiorowego – są nim działacze Porozumienia Centrum – wzmacnia również pionierski charakter pracy Chmieleckiego, która autorowi przyniosła tytuł doktorski, czytelnikom zaś zapewnia mnogość wiadomości przydatnych i pożytecznych, chociaż pasjonujących raczej dla wytrawnych kibiców polityki. Kto nie wierzy, niech się przekona: w klubie poselskim Porozumienia Centrum, funkcjonującym w latach 1991-93 zasiadało 42 posłów, a na stronicach monografii znajdujemy bynajmniej nie encyklopedyczną notkę, lecz sensowną charakterystykę każdego z nich. Autor szanuje też inteligencję czytelnika i nie tai choćby udziału obu bliźniaków: Jarosława i Lecha w pertraktacjach Okrągłego Stołu nawet jeśli zabieg
odwrotny posłużyłby zamaskowaniu sprzeczności, że później publicznie sprzeciwili się uzgodnionemu tam układowi.
Zresztą nawet w zakulisowych rozmowach w Magdalence Lech Kaczyński uczestniczył częściej niż niedawny szef podziemia Zbigniew Bujak. Ale też zyskana za sprawą tych kontrowersyjnych negocjacji pozycja pozwoliła później Jarosławowi stać się akuszerem odwrócenia koalicji przez dotychczasowych satelitów PZPR: Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne, do czego doprowadził w bezpośrednich rozmowach z ich liderami, a co pozbawiło komunistów władzy… po cichu i bez fanfar.
Gorzej, gdy o konflikty chodzi, a tych, choćby ze względu na swarliwą naturę prezesa Kaczyńskiego, w przyszłej i zarazem… niedoszłej partii władzy nie brakowało. Ubogo przedstawia Chmielecki rozłam w Porozumieniu Centrum, dokonany w 1992 r. przez grupę młodych posłów (tworzyli ją m.in. Piotr Wójcik i Andrzej Anusz), domagających się od szefa, żeby zezwolił na realne wsparcie rządu Jana Olszewskiego, szukającego wówczas większości. Szanse na uratowanie “rządu przełomu” istniały, do poparcia ekipy, która jako pierwsza w nowej Polsce uzyskała wzrost gospodarczy w miejsce dotychczasowej recesji, skłaniały się: Konfederacja Polski Niepodległej, Polskie Stronnictwo Ludowe oraz Kongres Liberalno-Demokratyczny. Zablokował te wysiłki sam Kaczyński, marzący już o kolejnej koalicji, oświeconej i proeuropejskiej, z Unią Demokratyczną. Jak na ironię, UD po “nocy teczek” rzeczywiście podobny sojusz zawarła, m.in. ze Zjednoczeniem Chrześcijańsko-Narodowym – ale dla Kaczyńskiego i jego PC… miejsca tam zabrakło. Za upadek “rządu przełomu” odpowiadają więc pokłóceni już wtedy niedawni sojusznicy z czasu “wojny na górze” – prezydent Lech Wałęsa i prezes Jarosław Kaczyński. Pierwszy przeprowadził decydujące uderzenie, drugi nie pomógł Olszewskiemu, chociaż ten do pierwszego wolnego Sejmu wszedł z listy jego partii (ściślej: Porozumienia Obywatelskiego Centrum, bo tak się wtedy nazwali). Niewiele się o tych subtelnościach dowiemy z książki Chmieleckiego, czemu trudno się dziwić, ponieważ nie korzystał – skoro nie przywołuje w cytatach ani przepisach – z “Obserwatora Codziennego”, dziennika najpełniej i bezstronnie relacjonującego ówczesny spór.
Zainteresowanych mnogością szczegółów ale też dostrzeżeniem relacji przyczynowo-skutkowych w całej ich fascynującej złożoności odesłać można raczej do “Osobistej historii Porozumienia Centrum”, łączącej wzorem francuskiego filozofa i metodologa Raymonda Arona perspektywę widza i uczestnika, bo jej autor, socjolog Andrzej Anusz pozostawał jednym z optujących za ratowaniem rządu mec. Olszewskiego posłów i liderem grupy z tego powodu dokonującej rozłamu w Porozumieniu Centrum. Cenne też okazują się publikowane na łamach “Opinii” glossy Piotra Wójcika do tej ostatniej publikacji. Darujmy sobie jednak wyliczanie, czego u Chmieleckiego brakuje i skupmy na tym, co znajdziemy niezawodnie na czterystu stronach jego opracowania. Uczciwego na tyle, że pomimo entuzjazmu dla Kaczyńskiego i jego partii, w indeksie książki znajdzie się nawet miejsce dla Heathcliffa Janusza Iwanowskiego Pineiry, biznesmena publicznie utrzymującego, że Adamowi Glapińskiemu kupował garnitury a samemu Kaczyńskiemu co miesiąc przekazywał pod stołem po dziesięć tysięcy dolarów. I dla wielu innych zagorzałych oponentów prezesa. Sam też tam jestem, więc nie mam na co narzekać.
Jak prezes uczył się na błędach
Łukasz Perzyna

Korzyści z kohabitacji
Utyskując na dwutorowość polskiej polityki zagranicznej i traktowanie jej jako jednego z pól bitewnych zimnej wojny toczonej przez obozy premiera i prezydenta – warto mieć świadomość, że jej utarczki nikogo poza Polską nie obchodzą.Czytaj więcej ..

Zanim nadejdzie 17 września
17 września nie tyle ma stanowić groźne memento – raczej zachętę, aby tę smutną rocznicę sowieckiego noża w plecy, ciosu co zniweczył ostatecznie polskie plany obronne w 1939 r. – obejść porządniej niż niedawne sierpniowe. Czytaj więcej ..

Hołownia? Szacun zamiast requiem
Marszałek Hołownia się nie ugiął, zamach stał się tylko puczem. Niewielu jak Roman Giertych żałuje, że nie stało się inaczej. A mnie raczej żal wyborców KO ze Świętokrzyskiego – regionu zasłużonego dla patriotyzmu jak niewiele innych – że ich właśnie w Sejmie reprezentuje niewydarzony adwokat.Czytaj więcej ..

Zły duch Anchorage
W trakcie szczytu amerykańsko-rosyjskiego 15 sierpnia na Alasce żadne wiążące ustalenia nie zapadły. Główną wiadomością pozostaje więc sam fakt, że spotkanie się odbyło. Na czym zyskuje Władimir Putin ..Czytaj więcej ..

Kto mordował od 1939
Politycy chociaż żyją z naszych podatków, mają tendencję do komplikowania prostych sytuacji, to samo dotyczy ekspertów, których – w odróżnieniu od posłów i senatorów – nikt uprzednio demokratycznie nie wybierał.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

