Partia Ziobry. Czy Już Czas

Przedstawiciele partii Zbigniewa Ziobry zwrócili się do firm, przeprowadzających sondaże, aby poparcie dla nich badały osobno od popularności PiS. Zwierzchnik parlamentarzystów Solidarnej Polski, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Terlecki, przestrzega ich przed politycznym samobójstwem. 

 

Trudno dziś wyobrazić sobie samodzielny start Solidarnej Polski w wyborach parlamentarnych, łatwiej za to – sytuację, w której za sprawą braku pieniędzy dla Polski nagle wzrośnie liczba Polaków rozczarowanych Unią Europejską. Zbigniew Ziobro wystąpi wtedy w roli tego, co zawczasu się sprzeciwiał i ostrzegał. Na czele Solidarnej Polski lub szerszego bloku, jeśli taki uda się zbudować.

Jeśli spojrzeć na oś polskiej polityki, uwzględniającą tradycyjną typologię od lewicy do prawej strony sceny, najbliżej Solidarnej Polski sytuuje się Konfederacja. Jako jedyna spośród parlamentarnych klubów i kół nie poniosła “strat w ludziach” przez trzy lata kadencji, owocujące licznymi transferami. Jej koło liczyło na początek 11 posłów, tylu też w nim zasiada dzisiaj. Inicjatywy, które się pojawiają – jak ostatnio autorstwa Artura Dziambora – nie mają charakteru odśrodkowego. Ruch Narodowy odbył niedawno udany kongres, ale też na razie nigdzie dalej się nie wybiera. Krzysztof Bosak jako lider Konfederacji został zweryfikowany pozytywnie w wyborach prezydenckich przed dwoma laty, kiedy zajął czwarte miejsce i zyskał poparcie 7 proc głosujących: pułap nieosiągalny przez lata dla żelaznego pretendenta tego obozu Janusza Korwin-Mikkego. Tylko ten ostatni szkodzi teraz swojej formacji prorosyjskimi wypowiedziami.

Paradoks, blokujący dziś, jak się wydaje, poważną rozmowę o wspólnym wyborczym starcie Solidarnej Polski i Konfederacji, polega na tym, że pierwsza z tych partii opiera się na przywództwie Zbigniewa Ziobry jako rozpoznawalnego “szeryfa”, przedstawiającego siebie jako przeciwnika sędziowskiej kasty i wszystkich układów w wymiarze sprawiedliwości, chociaż szumnie zapowiadane reformy w tym sektorze doprowadziły zamiast to przyspieszenia postępowań – do ich statystycznego wydłużenia. Rola Ziobry jako sternika nie jest w Solidarnej Polsce podważana, choćby legitymujący się dłuższym stażem w parlamencie Tadeusz Cymański to bardziej facecjonista niż samodzielny gracz. Arkadiusz Mularczyk kojarzy się co najwyżej z żądaniem odszkodowań od Niemców. Inni zaś, jeśli błyszczą, to światłem odbitym. Silne przywództwo Ziobry utrudnia możliwość porozumienia z Konfederacją, bo jej posłowie obawiają się, że jeśli obecny minister sprawiedliwości chciałby przyjść do połączonej formacji, to od razu na szefa – niczym przed ponad ćwierćwieczem Leszek Balcerowicz do ówczesnej Unii Wolności. O zweryfikowaniu wyborczym Bosaka była już mowa, uzasadnione ambicje przejawiają też inni, w tym Dziambor, zaś rachunek sił w parlamencie, a jeszcze bardziej sondażach, nie przemawia za importowaniem lidera z Solidarnej Polski.

Konfederacja ma bowiem jedenastu posłów. Solidarna Polska wprawdzie dwudziestu, ale w ramach klubu parlamentarnego PiS: nie da się przewidzieć, ilu z nich byłoby gotowych go opuścić wraz z Ziobrą. Wcześniej podobną liczebnością wykazywało się Porozumienie Jarosława Gowina, ale gdy został wykluczony z rządu – poszła za nim zaledwie czwórka posłów. Na pewno nie da się zakładać, że decyzje ministra sprawiedliwości okażą się tożsame z osobistymi wyborami jego podwładnych. Większość sondaży daje wciąż Konfederacji miejsca w przyszłym parlamencie, chociaż nie wszystkich badań to dotyczy: notowania falują od 4 do 9 proc. Popularności Solidarnej Polski nie da się z nimi porównać. Terlecki drwi, że nie przekracza 1,2 proc. Żeby znaleźć się w przyszłym Sejmie, potrzeba zaś poparcia przynajmniej pięcioprocentowego.

Prezes partii Solidarna Polska, Minister Sprawiedliwości - Zbigniew Ziobro

Wprawdzie politycy partii Ziobry powołują się na przeprowadzony dla nich sondaż, w którym Solidarna Polska uzyskać miała 6 proc czyli “biorący” wynik, jednak poza nimi… nikt rezultatów tego badania nie widział. Teraz zwrócili się do instytutów demoskopijnych, żeby ich popularność mierzyły osobno niż poparcie dla PiS.

 

Wojna nerwów i ćwiczenia z liczenia

Wojna nerwów trwa. Tylko “wyzerowanie” ewentualnej konkurencji z prawej strony okaże się wariantem korzystnym dla PiS. Nawet po przystaniu do sejmowej większości kilkorga posłów od Agnieszki Ścigaj, żeby wygrywać głosowania jeszcze w tej kadencji, PiS potrzebuje głosów posłów Solidarnej Polski. Gdyby zaś do wyborów partia Ziobry poszła samodzielnie i uzyskała nawet tylko poparcie 2-3 proc. elektoratu – dokładnie tyle mogłoby zabraknąć PiS, już w kadencji przyszłej, do samodzielnej większości, gwarantującej rządzenie. 

Do “historycznego porozumienia” na prawo od PiS z udziałem Solidarnej Polski, Konfederacji i ewentualnie innych powstających dopiero sił zachęcić mogłoby odwrócenie nastrojów Polaków, dotychczas w większości entuzjastycznie nastawionych do Unii Europejskiej. Bezduszność, wykazana przez eurokratów wobec uchodźców w Polsce, których pobytu UE nie chce nawet współfinansować i dalsze odmawianie nam środków, objętych Krajowym Planem Odbudowy – może doprowadzić do nagłego wzrostu nastrojów antyunijnych, na których – w odróżnieniu od eurosceptycznych – PiS już nie zyska, bo wykazał się wobec Brukseli zbyt daleko idącą ustępliwością. Beneficjentem stanie się wówczas ten, kto wcześniej ostrzegał. Solidarna Polska lub Konfederacja, albo obie te siły naraz. Niewiele jednak głosów będzie do podziału. Potentat nie narodzi się z dnia na dzień “na prawo od PiS”.

Solidarna Polska akcentuje, że w sporach wewnętrznych w obozie władzy to właśnie ona miała rację. Potwierdziły się enuncjacje “ziobrystów”, iż “kamieni milowych”, warunkujących odblokowanie unijnych pieniędzy dla Polski nie rozpatrywano szczegółowo, jak należy, na posiedzeniu rządu. Zwyczajnego wyborcę mniej to jednak obchodzi, a ściślej – niewielką ma szansę, żeby się o tym dowiedzieć. Na korzyść Solidarnej Polski pracują absurdy, na które godzi się rząd Mateusza Morawieckiego, jak stopniowe zniechęcanie przez państwo do samochodów spalinowych, co wymusiła już Bruksela, czy “wygaszanie” górnictwa. Poza jednak wrogością do ustępstw wobec Unii Europejskiej zwykły wyborca niewiele może się o propozycjach Solidarnej Polski dowiedzieć. 

 

Trauma byłego delfina

Powraca pytanie o determinację samego Zbigniewa Ziobry. Raz już próbował startu samodzielnego, gdy został z PiS wyrzucony. Nie udało się. Poszedł do Canossy. Dawny “delfin” jak francuskim wzorem określa się następcę Jarosława Kaczyńskiego, stał się “koalicjantem wewnętrznym”. Jak pokazuje los Jarosława Gowina – to niezbyt komfortowa pozycja. Odpowiada się za działania parlamentarnej większości, również te mało popularne, a pole manewru się zawęża. 

Gowin przegapił najbardziej dogodny moment, żeby odejść samemu. To Kaczyński usunął go z rządu w chwili dla siebie z kolei najkorzystniejszej. W efekcie Gowin został z pięcioosobowym kołem (kiedyś miał prawie dwudziestu posłów, ale w ramach klubu PiS). Ziobro, przez lata ustawiający się “na kontrze” wobec niego, doskonale o tym wszystkim wie.

Niedawno, w piątek dzień po posiedzeniu Sejmu, “ziobryści” zwołali konferencję prasową w sprawie forsowanego przez nich projektu obywatelskiego, który pod hasłem obrony chrześcijan, zaostrza kary za zakłócanie nabożeństw i podobne zachowania. PiS nie chciał tego przedłożenia zgłaszać ani w formie projektu poselskiego ani rządowego.

Obecność lidera na konferencji wydawała się oczywista, dziennikarze zgromadzili się tłumnie, zwłaszcza, że niewiele się działo. Tymczasem Ziobro, ku zaskoczeniu, nie przybył. Narrację prowadzili jego wiceministrowie i posłowie. Zupełnie, jakby szef resortu sprawiedliwości bardziej bał się Jarosława Kaczyńskiego, niż samego Pana Boga nawet…Niedługo wcześniej w gremiach rządzących przyjęto bowiem zasadę, że ministrowie wypowiadają się w ramach kompetencji własnych resortów. A ideologia i religia to domena Przemysława Czarnka od edukacji, a nie ministra sprawiedliwości. Poczynione przez rządzącą większość ustalenie oznacza faktycznie zakaz otwartej walki frakcyjnej. Zbigniew Ziobro chętnie przedstawia się jako oponent Mateusza Morawieckiego i jego ustępliwej polityki wobec Unii Europejskiej, jednak otwartej konfrontacji nie ryzykuje. Być może nie pójdzie na nią, dopóki zachowa cień szansy na zachowanie posady w przyszłym rządzie. Ale też to sam Jarosław Kaczyński, może przesądzić, że okaże się to niemożliwe.  A wtedy Ziobro zmuszony będzie odgrywać obecną rolę Gowina, którego zawsze zaciekle zwalczał: polityka, desperacko szukającego miejsca dla siebie pośród zmian na scenie politycznej.

Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments