Rząd znów sie wyżywi

Co oznacza drożyzna, zdaniem władzy

Rada ministra Przemysława Czarnka dla wyborców, że można jeść mniej i taniej, zniweluje efekty licznych objazdów terenu i prezentacji w Powerpoincie, charakterystycznych dla rządzącej ekipy. Zwłaszcza wyborcy PiS znów mogą mieć wrażenie, że nawet jeśli władza chce dobrze, to… wyjdzie jak zawsze.

Skoro Przemysław Czarnek nie zawiaduje resortem rolnictwa i gospodarki żywnościowej ani nawet finansami kraju, można w slangu polityków rzecz ująć, że wszedł innym w szkodę. Prawdziwy jednak despekt spotyka polskiego wyborcę, który znów poczuć się może traktowany protekcjonalnie i z lekceważeniem.

Młody jeszcze, lecz sylwetką zbliżający się do karykatur kapitalistów z dawnego radzieckiego pisma satyrycznego “Krokodił” polityk zamiast samemu wybrać się na wczasy odchudzające (wcześniej zresztą rekomendował walkę z otyłością wśród szkolnych dzieci, ale to chociaż mieści się w ramach zadań jego resortu), doradza podobną kurację własnemu elektoratowi.

Rząd się wyżywi – pamiętamy osławiony greps rzecznika rządu stanu wojennego Jerzego Urbana. Jednak tamta władza nie pochodziła z wyboru, lecz z doktryny dyktatury proletariatu. 

Jeśli nie mają chleba, niech jedzą bułki – radziła poddanym Maria Antonina, ostatnia przed wielką rewolucją królowa Francji, której majestat miał źródło nie w woli rządzonych, lecz w namaszczeniu “z bożej łaski” i kombinacjach dynastycznych: niechętni dynastii Francuzi tytułowali zresztą niefortunną władczynię “Austriaczką”, podobnie jak Urbanowi Polacy wypominali, że siła jego rządu wywodzi się z sowieckiego nadania.

Co do Przemysława Czarnka podobnych wątpliwości nie ma. Polacy sami sobie taką władzę wybrali. Głosowania w 2019 r. ani cztery lata wcześniej nikt nie fałszował, wątpliwości nie budzą także wyniki wyborów prezydenckich z 2020 i przedtem 2015 r, a wszystkie one rozstrzygnięte zostały na korzyść kandydatów Prawa i Sprawiedliwości. Co więcej, wygrał PiS nawet wybory do Parlamentu Europejskiego (2019 r) nie rzutujące aż tak mocno na politykę krajową: dało to jednak dodatkowy prestiż, skoro to nie partię Jarosława Kaczyńskiego kojarzy się z euroentuzjazmem a główny wówczas oponent – a ściślej połączone siły trzech partii opozycji – w kampanii użył wspólnej marki “Koalicja Europejska”.

Skończyło się jednak jak w znanym powiedzeniu Garry’ego Linekera, że futbol to taka gra, w której po obu stronach po boisku biega jedenastu zawodników a wygrywają i tak Niemcy. Inni się starali, ale to PiS zwyciężał. 

Nie za sprawą szpiegowskiego programu Pegasus przecież, chociaż używanie go w polityce bulwersuje. Ale wyników głosowań nie zmienia.  

Prawomocność władzy nie umniejsza jednak wcale jej arogancji. 

Pełen mandat demokratyczny miał przecież również postkomunistyczny premier Włodzimierz Cimoszewicz, gdy ubolewał w 1997 r., że powodzianie wcześniej się nie ubezpieczyli. W trzy miesiące później jego formacja przegrała wybory parlamentarne.

Republikański kandydat na prezydenta USA przed kilkunastu lat, multimilioner Mitt Romney w trakcie zorganizowanego przez sztab w kampanii wyborczej spotkania z bezrobotnymi w Luizjanie dodał od siebie, w scenariuszu wystąpienia tego nie było, że doskonale ich rozumie, ponieważ sam nie ma stałej pracy. Jak nietrudno się domyślić prezydentem został jego demokratyczny rywal Barack Obama.

Trudno przewidzieć wszelkie reperkusje prooszczędnościowiej – jeśli posłużyć się eufemizmem – wypowiedzi ministra Czarnka, ale dla wizerunku rządzących może się ona okazać rujnująca. O ile bowiem w pierwszym okresie rządów (2005-7) PiS przedstawiał się głównie jako siła antykorupcyjna i posługiwał hasłami moralnej rewolucji, co szybko zagłuszyła kakofonia walk wewnętrznych w ówczesnej koalicji (próba wmanewrowania wicepremiera z Samoobrony Andrzeja Leppera w tzw. aferę gruntową), to przez siedem ostatnich lat prezentuje siebie jako partię socjalną. Niemal karmicielkę Polaków, a przynajmniej skromniejszej części społeczeństwa. Pieniędzy miało nie być, a się znalazły, bo przecież wystarczy nie kraść – to narracja rządzących. Starczyło ich na program 500 plus, trzynaste i czternaste emerytury, wyprawki szkolne, bony edukacyjne i turystyczne. Tyle, że przy inflacji liczonej oficjalnie w skali rok do roku na 15,5 proc (najnowsze wskaźniki GUS) dodatkowe emerytury pozostają co najwyżej rekompensatą. Niemal każdy konsument dostrzega drożyznę w sklepach. Bystrzejsi spostrzegają, że władza niczego sama nie daje, lecz przeznacza na rozbudowane świadczenia pieniądze im samym odebrane przedtem w postaci danin i podatków im samym lub nieco zaradniejszym sąsiadom. Firmy zagraniczne praktycznie nie płacą u nas podatków, banki notowały zyski nawet w pandemii. Władza nie wyróżnia się też skromnością. Z odpowiedzi na niedawne interpelacji poselskie wynika, że nawet Ministerstwo Kultury dysponuje tej klasy samochodami co Mercedes klasy S czy Audi A8 i cztery BMW 530, jakby szefowie resortu nie mogli poruszać się passatami względnie Toyotami Camry. Liczba wszystkich urzędników przekroczyła już dawno pół miliona, a we wspomnianym Ministerstwie Kultury wzrosła o jedną czwartą za rządów PiS, przy czym wydatki na ich płace zwiększyły się przez ten czas z 28 do ponad 50 mln zł.  

Inflacja CPI za kwiecień zrewidowana do 12,4% r/r.

Nie chodzi więc o łapanie władzy za słowa, ale trafiają się wypowiedzi, które mimowolnie objawiają jej intencje oraz sposób rozumowania, demaskują rzeczywiste podejście do wyborców. Zaś Przemysław Czarnek jako wykładowca akademicki i minister edukacji powinien słowa ważyć szczególnie. Zwłaszcza, że nikt mu nie kazał w podjętą tematykę się wgłębiać, nie należy ona do zakresu prac jego resortu, chyba, żeby o organizację kolonii lub szkół letnich chodziło. Nie o to jednak był pytany. 

– (..) Drożyzna nie oznacza, że nie można jeść. Można jeść trochę mniej i trochę taniej – to dokładnie powiedział minister edukacji Przemysław Czarnek “Super Expressowi”. Wypytywany był wprawdzie o własne plany wakacyjne, odpowiedź jednak przybrała charakter ogólnego wskazania pod adresem rządzonych. Jak się nie wie, co się mówi, to się mówi, co się wie. 

Całkiem niedawno rządzący przyjęli wewnętrzne i nieoficjalne ustalenia, że w kwestiach politycznych ministrowie wypowiadają się w zakresie kompetencji własnych resortów. Jak do tej zasady mają się słowa Czarnka, o tym była już mowa. Minister edukacji przyjął na siebie rolę jednego z ideologów obecnej ekipy. Żywo angażował się w rozmaite polemiki, jak ostatnio w kwestii jakości podręcznika do nowego przedmiotu “historia i teraźniejszość” autorstwa wybitnego zresztą historyka Wojciecha Roszkowskiego (przed laty w drugim obiegu pisującego pod pseudonimem Andrzej Albert): spór dotyczył zawartych w książce niezwykle ostrych ocen zjawiska kontrkultury. 

Jeśli Czarnek ma pełnić rolę ministra od ideologii, to można powiedzieć, że zachował się jak oficer saperów, który gdy zrobił sobie przerwę w operacji rozbrajania pól minowych, skręcił nogę na schodkach własnego domu.

Zaś jego przełożonym pozostaje przekonywać, że był to wyłącznie lapsus, a nie myśl przewodnia, oddająca kurs rządzącej ekipy. Rządzący muszą pamiętać, że jeśli zanadto odchudzą własnych wyborców, to może w dniu głosowania zabraknąć siły, by dotrzeć do urn i ponownie ich poprzeć.

Piramida demokracji

Jeden bunt przy urnach dopiero co nastąpił. Obywatele w ostatnim głosowaniu zawstydzili polityków, powtarzających przedtem, że życie publiczne przeciętnego Polaka nie pasjonuje. Zaprzeczyły temu długie wieczorne kolejki do urn wyborczych.Czytaj więcej ..

Jedziemy na Euro

Po wyeliminowaniu Walii rzutami karnymi w barażowym meczu na wyjeździe – polscy piłkarze pojadą na Mistrzostwa Europy. Nie ma sensu narzekanie, że awans zdobyli w ostatnim momencie albo nie w takim stylu jak trzeba. Kto nie umie cieszyć się z sukcesów, kolejnych już nie odniesie.Czytaj więcej ..

Między nami a Walijczykami

Ustrzegliśmy się podobnie niemiłej niespodzianki, jaką w grupie eliminacyjnej stała się porażka z Mołdawią. Piłkarze Michała Probierza zgodnie z planem i rankingami pokonali Estonię 5:1 i o awans do finałów Euro zagrają w Cardiff z Walią. To symboliczne dla nas miejsce i przeciwnik.Czytaj więcej ..

Jaka tragedia taka Balladyna

Minął czas, kiedy Nową Lewicę uosabiały miła buzia i posągowa sylwetka Magdaleny Ogórek. Z sejmowej trybuny gorszą twarz postkomunizmu zaprezentowała przewodnicząca klubu Anna Maria Żukowska, zapowiadająca, że znane ze “strajku kobiet” błyskawice powrócą i jedna z nich porazi Szymona Hołownię ..Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments