Kto następny?

Gdy słyszę opowieści o „porwaniu prezydenta Wenezueli”, widzę nie analizę, lecz propagandę. Bo żeby mówić o porwaniu głowy państwa, trzeba ją najpierw uznawać za legalną. 

Polska nigdy nie uznała Nicolása Maduro. W 2019 roku uznała Juana Guaidó, a po sfałszowanych wyborach w 2024 roku ponownie odrzuciła rządy reżimu. Z punktu widzenia polskiego państwa – i dużej części świata – Maduro nie jest prezydentem, lecz uzurpatorem.

Ale to dopiero wstęp. Problem Maduro nie jest polityczny. Jest karny. I to w skali międzynarodowej.

Zarzuty, które ciążą na reżimie w Caracas, mieszczą się w najcięższej kategorii prawa międzynarodowego: zbrodnie przeciwko ludzkości, opisane w Statucie Rzymskim Międzynarodowego Trybunału Karnego. Mówimy o systemowych zabójstwach cywilów podczas pacyfikacji protestów, o masowych, bezprawnych uwięzieniach, o torturach stosowanych jako narzędzie państwowe przez służby bezpieczeństwa. To nie są „ekscesy” ani „nadużycia władzy” -to czyny, które prawo międzynarodowe ściga niezależnie od granic i urzędu.

Tortury -rażenie prądem, bicie, podtapianie, przemoc seksualna – naruszają wprost Konwencję ONZ przeciwko torturom, której Wenezuela jest stroną. Przymusowe zaginięcia, prześladowania polityczne, niszczenie wolnych mediów i sądów spełniają definicję prześladowania jako zbrodni przeciwko ludzkości. Do tego dochodzi odpowiedzialność za katastrofę humanitarną, która wypchnęła z kraju miliony ludzi -jeden z największych exodusów we współczesnym świecie.

W tym kontekście opowieści o „najeździe CIA na Wenezuelę” są klasyczną zasłoną dymną. Każdy reżim, który łamie prawo międzynarodowe, próbuje zamienić akt oskarżenia w mit oblężonej twierdzy. To stary mechanizm: zamiast odpowiadać za zbrodnie, krzyczeć o spisku.

Dlatego mówienie o Maduro jak o „porwanym prezydencie” jest nie tylko nieprawdziwe, ale intelektualnie nieuczciwe.

Fot: Aleksandr Isaev (Unsplash).

Maduro, to nie ofiara geopolityki, lecz potencjalny oskarżony w sprawie o zbrodnie międzynarodowe, które – w przeciwieństwie do propagandy – nie przedawniają się i nie znikają wraz ze zmianą narracji.

Tak kończą dyktatorzy: nie w blasku kamer, lecz na kartach akt, które wcześniej czy później ktoś otwiera. Bo jeśli prawo międzynarodowe ma znaczyć cokolwiek więcej niż papier, ktoś musi je egzekwować. Historia uczy jednego: dyktatorzy nie zatrzymują się na apelach, rezolucjach,  „głębokim zaniepokojeniu”, czy sankcjach gospodarczych Zatrzymują się dopiero wtedy, gdy wiedzą, że świat ma nie tylko zasady, ale i siłę, by ich bronić.

Dlatego Stany Zjednoczone – jako najsilniejsze państwo Zachodu- nie powinny przepraszać za to, że stoją po stronie prawa, lecz wykorzystywać swoją pozycję i siłę do jego egzekwowania. Nie w imię interesów, lecz w imię odpowiedzialności. Bo każdy dyktator patrzy na to, co dzieje się z innymi. Patrzy Łukaszenka. Patrzy Putin. Patrzą wszyscy, którzy trzymają władzę przemocą.

Jeśli świat pozwala bezkarnie łamać prawo międzynarodowe, wysyła sygnał słabości. Jeśli je egzekwuje – wysyła ostrzeżenie. A ostrzeżenia są jedynym językiem, który autorytarna władza naprawdę rozumie. Kto następny?

Zdjęcie główne: Pixabay.


                          Po Publikacji tekstu – Komentarz od Autora

Powyższy mój materiał o wydarzeniach w Wenezueli 3 stycznia ’26 spotkał się z ogromnym zainteresowaniem. Było dużo komentarzy, wiadomości na Messengerze, prywatnych refleksji. Ludzie często  pisali, że widzą świat inaczej. Że rozumieją go inaczej. Że mają inne doświadczenia, inne wnioski, inne poglądy. Czasami mam wrażenie, że na czterdzieści milionów Polaków przypada czterdzieści milionów interpretacji rzeczywistości. I to samo w sobie nie jest jeszcze problemem.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy przestajemy sprawdzać, co naprawdę widzimy. Ktoś mówi: pada śnieg.

Nie kłócę się. Nie potwierdzam.

Otwieram okno.

W filozofii nazwano to kiedyś powrotem do rzeczy samych- ad fontes, do źródła doświadczenia. Husserl wierzył, że zanim zaczniemy interpretować świat, powinniśmy go najpierw zobaczyć. Nie przez cudze słowa, nie przez cudze emocje, lecz własne oczy.

Psychologia mówi to samo, tylko innym językiem. Nasz umysł lubi drogę na skróty. Lubi proste odpowiedzi na trudne pytania. Jeśli coś brzmi wystarczająco pewnie i uderza w emocje, łatwo uznajemy to za prawdę. To wygodne. I niebezpieczne.

Dlatego dziś tak wielu ludzi żyje w cudzym klimacie, w cudzych burzach, cudzym śniegu, cudzym upale. Nie wiedzą, jaka jest pogoda, bo nigdy nie otwierają okna. Patrzą w ekrany, nie w niebo. Reagują na narracje, nie na rzeczywistość.

A okno nie jest aktem buntu. Jest aktem odpowiedzialności.

Otwierając je, ryzykujemy. Może być zimno. Może się okazać, że śnieg nie pada- albo że pada, ale zupełnie inaczej, niż nam mówiono. Psychologicznie to moment napięcia między tym, co słyszeliśmy, a tym, co widzimy. Wielu woli je zamknąć. Okno i umysł.

Ale bez tego napięcia nie ma myślenia.

Jest tylko powtarzanie. Dojrzałość nie polega na tym, że zawsze mamy rację. Polega na gotowości sprawdzenia, czy ją mamy. Filozofia zaczyna się tam, gdzie kończy się ślepa wiara w autorytet. Psychologia- tam, gdzie kończy się potrzeba bycia prowadzonym za rękę.

Dlatego kiedy ktoś mówi: pada śnieg- ja otwieram okno.

Nie po to, by komuś zaprzeczyć.

Tylko po to, by wiedzieć.

Bo świat nie potrzebuje więcej krzyku. Potrzebuje ludzi, którzy jeszcze pamiętają, że mają okna.

Udostepnij na Facebook
Dodaj na Twitter
“SAFE” czyli bezpieczeństwo na kredyt

Polska stoi dziś przed decyzją, która nie jest tylko księgową operacją w tabelach budżetowych. To decyzja o kierunku państwa -czy budujemy siłę na własnych nogach, czy dokładamy kolejne warstwy długu, który będą spłacać nasze dzieci i wnuki. Czytaj więcej ..

Czysty..

Deklaracja, że ktoś jest „czysty”- jak mówi o sobie Czarzasty, nie zastąpi procedury. W państwie prawa nie opieramy się na zapewnieniach- opieramy się na formalnej transparentności. Im większa władza, tym mniejsza przestrzeń na niejasności. Czytaj więcej ..

Riccardo .. symbol zimowych Igrzysk Olimpijskich

Można krytykować USA. Ale historia nie znosi tanich analogii. Antyamerykanizm w Polsce nie jest analizą geopolityczną. Jest emocjonalnym skrótem, reakcją na własne lęki, nieprzepracowaną historię i brakiem wiary w sprawczość państwa. Czytaj więcej ..

Anty-amerykanizm

Można krytykować USA. Ale historia nie znosi tanich analogii. Antyamerykanizm w Polsce nie jest analizą geopolityczną. Jest emocjonalnym skrótem, reakcją na własne lęki, nieprzepracowaną historię i brakiem wiary w sprawczość państwa. Czytaj więcej ..

Naród ponad prawem

Czy prawnik bez kręgosłupa to jeszcze prawnik? Ktoś powie: „prawo jest prawem”. Nie. Prawo bez etosu jest tylko instrukcją obsługi pałki. Jeżeli prawnik nie rozumie proporcji, nie odróżnia chamstwa od realnej groźby, nie potrafi zobaczyć kontekstu ludzkiego – nie powinien nosić togi. Czytaj więcej ..

© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
0 Comments
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments