Powiało grozą – trzęsą się portki pętakom
amerykańska miotła w Europie
- Dodano:
- Kategorie: Editorial, Geopolityka, Komentarz
Czytelników mojej publicystyki na Gruszce przyzwyczaiłem do barwnego języka moich przemyśleń. Tytuł dzisiejszego tekstu nie jest wyjątkiem. Po konferencji bezpieczeństwa w Monachium trzęsą się portki pętakom – neoliberalnym mędrcom i tym spod lewackich sztandarów w Europie. Ich pożytecznych idiotów szczególnie tych w Polsce oceniam kolokwialnie jako ciemniaków. Nie znaczy to wszak, że nie ma dla jednych i drugich lepszych określeń.
O pętakach i polskich ciemniakach pisałem na Gruszce wielokrotnie. Zachęcam do szerszej lektury.
Jesteśmy świadkami najbardziej finezyjnej jak się wydaje rozgrywki amerykańsko-rosyjskiej od czasu kryzysu kubańskiego. Przypomnijmy, że istotą tamtego kryzysu był konflikt wokół próby rozlokowania na Kubie broni atomowej przez Związek Radziecki. Finezyjna dziś partia szachów między Rosją i Ameryką ma zgoła inny charakter – jest próbą powstrzymania Rosji w obszarze europejskim i w układzie sił znacznie odmiennym od tego sprzed lat. Odmiennym, bo ani Rosja ani tym bardziej Ameryka nie są w niej jedynymi graczami. Przyjrzyjmy się bliżej tej partii.
Synteza informacji i oferowanych Państwu konkluzji w poniższym tekście z wydarzeń politycznych ostatnich dni jest nieco odmienna od tych, oferowanych przez główne media. O tym że poszło na noże między Ameryką i Europą wiedzą już wszyscy.
Tyle że komentarze do wydarzeń w zakończonej kilka dni temu 61 Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium są często powierzchowne i emocjonalne miast dotykać sedna konfliktu.
Porządki czas zacząć czyli amerykańska miotła
O tym, że amerykańskie służby wywiadowcze to jedne z najlepszych w świecie przekonali się niedawno prominentni biurokraci Unii gdy belgijska policja wkroczyła do ich mieszkań któregoś ranka przejmując walizki pełne brudnych pieniędzy. Skąd o nich wiedzieli możemy się domyślać. O tym że Amerykanie mieli doskonale rozeznanie w prowadzonej przez Berlin podwójnej grze mającej na celu wypchnięcie ich z kontynentu dowiadujemy się dzisiaj. Wiceprezydent Ameryki J.D. Vance odmówił spotkania z gospodarzem 61 Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa kanclerzem Sholzem wiedząc, że ten za kulisami prowadził całkiem finezyjną grę z Rosją przez kilka lat i czyni to wbrew interesom zarówno Europy jak i Ameryki.
Jacek Bartosiak z think-tanku Strategy&Future ocenił, że konferencja w Monachium i wypowiedź na niej wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych to “wazniejszy moment niż upadek ZSRR w 1989-90 roku”. Jestem przekonany, że Bartosiak podobnie jak w przeszłości słono się myli – to dwa zupełnie inne w swej wymowie zdarzenia.
Upadek ZSRR był celem, wypowiedź zaś Vance’a jedynie środkiem w grze. Skowyt elit europejskich jest celowym elementem gry administracji Trumpa. Europejska oferta w jakiejkolwiek dziś sferze, szczególnie zapewnienia bezpieczeństwa komukolwiek, nie istnieje. Ale sprytna i intratna dotychczas gra Francji i Niemiec by jechać “na gapę” z Amerykanami korzystając z ich parasola ochronnego i robiąc dobre interesy z Rosją a wkrótce także z Ukrainą dobiega dziś końca. Amerykanie dobrze rozumieją, że ukraińscy oligarchowie, dziś przekupieni niemieckimi pieniedzmy nie są dla nich partnerami w rozgrywce a jedynie narzędziem sprawczym niemieckich interesów.
Tą oligarchią jest dziś utożsamiana z prezydentem Ukrainy Zelenskim oligarchia międzynarodowa która ma niewiele wspólnego z interesem Ukraińców i ich racją stanu. Ich firmy zarejestrowane sa na Cyprze, nie na Ukrainie. Stąd amerykańska miotła wysadza z siodła także Zelenskiego na oczach całego świata, redukując go do roli “dyktatora” dodatkowo bez mandatu. To działanie nad wyraz celowe i nie ma w niej żadnej finezji. Zelenski zrobił swoje – Zelenski musi odejść, zdaje się przekonywać nas administracja Trumpa i jej wysłannicy, sekretarz stanu Marco Rubio czy szef Pentagonu Pete Hegseth. Ten pierwszy to rasowy polityk, dodajmy nieżyczliwy Polsce, ten drugi to w polityce żałosny amator choć z dyplomem renomowanego Princeton University – do niedawna realizujący swoje ambicje przed kamerami Fox News stał się nagle szefem Pentagonu i kluczową figurą rozgrywki nie lada bo geopolitycznej na najwyższych szczeblach.
– Europa przyzwyczaiła się widzieć w Stanach Zjednoczonych wielkiego frajera. Z roli światowego żandarma zostali obsadzeni w roli wielkiego frajera – zdawał się mówić w Polsce Hegseth podczas niedawnej wizyty. Amerykańska miotła dosięga dziś tych liderów którzy zdawali się wierzyć, że stan ten ma charakter permanentny.
Finezyjna partia szachów bez intencji mata
Z niedowierzaniem przyglądam się dziś ekspertom z doktoratem i medialnym komentatorom z wyboru gdy ci próbują zgadnąć jak w rzeczywistości wygląda plan administracji Trumpa dla Europy i Ukrainy. Najlepszym w pierwszej kategorii jest z pewnością Marek Budzisz (choć bez doktoratu) z tracącego w moim odczuciu swój prestiż think-tanku Strategy & Future. W tej drugiej liderem okazuje się jak zawsze.. polonista Rafał Ziemkiewicz. Wystarczy zdolność do analizy i syntezy faktów by zrozumieć, że z planu Trumpa skorzystać mają przede wszystkim Stany Zjednoczone. W kontekście prezentowanej powyżej “amerykańskiej miotły” właśnie w użyciu, skorzystać mogą także Rosjanie jak i mniejsi gracze pod warunkiem podmiotowej z amerykanami współpracy – czytaj tej transakcyjnej, nie zaś życzeniowej.
Jest jasne, że jedynym gwarantem bezpieczeństwa Europy i Ukrainy są dziś Stany Zjednoczone. Liczby mówią za siebie – stary kontynent nie ma nic do powiedzenia bo jego zdolności wojskowe jak i ekonomiczny potencjał są dziś niewielkie w pierwszym przypadku i drastycznie zredukowane w tym drugim. Co więc pozostaje Amerykanom? Sprowadzić do parteru targaną wewnętrznymi sprzecznościami i próchniejącą od wewnątrz Europę która w istocie gra na wysadzenie z siodła Stanów Zjednoczonych i zastąpienie mocarstwa własną alternatywą.
Pytanie więc jak owa gra ma wyglądać jest z gruntu zasadne i równie palące. Wbrew absurdalnym w wypowiedziom dr. Bartosiaka ze Strategy & Future o “upadłej hegemonii Ameryki” która jakoby “przegrała już pierwszą rundę negocjacji z Rosją” o kapitulacji Ameryki nie może być mowy. Administracja Trumpa jest w istocie produktem ubocznym istnienia w Stanach Zjednoczonych niezwykle silnego “wewnętrznego państwa” (deep state) które misternie zadbało by Trump nie skończył za kratami.
W tym sensie Trump jest pochodną a nie siłą sprawczą gwałtownych przesileń których jesteśmy świadkami zarówno w Ameryce jak i poza nią. Jest produktem czegoś znacznie potężniejszego niż republikańskiej zdolności do wyboru lidera. Zrozumiał to najlepiej Elon Musk a po nim inni prominentni przedstawiciele amerykańskich gigantów stając w szeregu za Trumpem.
Oferta Trumpa może być tylko jedna – to wejście na Ukrainę by zakończyć wojnę i rozpoczęcie współpracy z Rosją tam, gdzie Rosja najbardziej tego potrzebuje czyli w dziedzinie wysoko zaawansowanej technologii i zniesienia sankcji. Oferta amerykańska to:
- umieszczenie Ukrainy w strefie zgniotu i przejęcie całkowitej odpowiedzialności za odbudowę zrujnowanego dziś kraju eliminując tym z pola gry kraje europejskie, szczególnie Niemcy.
- stworzenie balansu strategicznego z Rosją której główną składową będzie pomoc ekonomiczna dla Rosji oraz, co najważniejsze, odblokowanie sankcji nałożonych na Rosję w związku z agresją na Ukrainę.
- odwrócenie rosyjskich sojuszy z Chinami i Iranem (czynnik izraelski) i umożliwienie Ameryce skupieniu się na izolacji Chin i zakusów imperialnych tego kraju a Izraelowi na kontynuowaniu pacyfikacji Gazy i rozszerzeniu swojej strefy wpływów na ościenne państwa jak Syrią
Powyższe kluczowe założenia “oferty’ amerykańskiej dla Rosji mają w istocie:
- zakończyć wojnę na Ukrainie i zwolnić Amerykę z konieczności płacenia nieswoich rachunków
- zachować niewielki stan posiadania Ukrainy i sprowadzić ten kraj do roli państwa kadłubowego niezdolnego do funkcjonowania bez zewnętrznej kroplówki
- zredukować potencjalne zdolności Rosji do prowadzenie wojny na wykończenie Ukrainy ale przede wszystkim obniżyć jej zainteresowanie sojuszami z Chinami oraz Iranem.
- doprowadzić do pogłębienia polaryzacji między Europą i Rosją która już ma miejsce bo polityka europejska jest dziś ewidentnie antyrosyjska pomimo kontynuacji importu rosyjskiego gazu i ropy, szczególnie przez Francję i Niemcy.
- zmuszenie Europy do uczestnictwa w nowym rozdaniu makroekonomicznym w który główną rolę odgrywać będą Stany Zjednoczone i uczynienie tego za pomocą taryf i redukcją nadwyżki eksportowej którą Europa posiada nad USA.
Wszystkie wymienione powyżej cele są istotne ale kilka z nich ma tu fundamentalne znaczenie. Po pierwsze chodzi o przesunięcie finansowego wsparcia Ameryki w Europie na Pacyfik, dalej o skuteczną redukuję zagrożenie Rosji wynikającego z potencjalnej ekspancji Ukraniny i wzrostu jej znaczenia w Europie, zaś trzeci element gry to osłabienie sojuszu BRICS, sojuszu Rosji, Chin, Indii, Brazyli, Turcji i wielu innych krajów, także tych położonych na Bliskim Wschodzie.
Realizacja powyższych celów to pierwszy krok do odbudowy pierwszoplanowej roli i hegemonii Ameryki w świecie i ustabilizowanie znaczenia dolara jako waluty międzynarodowej – waluty dziś zagrożonej przez ponad połowę globalnej ekonomii bo państwa BRICS to taki właśnie potencjał. Eksperci dywagować mogą wielowątkowo – finezyjna partia szachów Rosji i Ameryki jest w istocie znacznie prostsza niż się wydaje. Mata dla Rosji nie będzie.
Finezyjna partia szachów odgrywana przez Trumpa ma jeszcze dwa inne aspekty o których wstydliwie mówią w Polsce tylko nieliczni.
Pierwszy to fakt, że Rosja jest potrzebna Amerykanom podobnie jak potrzebowali jej alianci w 1944 roku. Kluczowym lewarem Amerykanów jest stabilna choć osłabiona Rosja, zdolna do sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi skierowanym z północy przeciw Chinom. Dlaczego ten aspekt nie jest wątkiem przewodnim w rozważaniach tych z doktoratem? Z prostego raczej powodu – jest nim niechęć do akceptacji faktu, że interesy Europy i Stanów Zjednoczonych są w tej kwestii całkowicie rozbieżne a podkreślanie tej rozbieżności nie służy reputacji szeroko rozumianego Zachodu.
To stąd właśnie oczywista, wspomniana wcześniej, wojna na noże, obniżanie rangi wspólnego głosu Europy w zakresie pomocy dla Ukrainy, lekceważenie państw starego kontynentu w rozmowach z Kremlem czy jawne już lekceważenie dotychczasowej hegemonii Niemiec w europejskim układzie sił.
Drugi zaś powód do niechęci rodzimych komentatorów do rzetelnej oceny polityki Trumpa w odniesieniu do Rosji i Ukrainy to fakt, że w procesie realizacji amerykańskich interesów i potencjalnego porozumienia z Rosją na szwank narażone będą nasze rodzime, polskie interesy. W fascynacji Trumpem to temat niewygodny i niechciany dla tych spod znaku TV Republika czy wPolsce24 Karnowskich.
Krucjata przeciw Trumpowi
Lewicowe media amerykańskie brylują w atakach na Trumpa portretując prezydenta jako kapitulanta Rosji. „Całkowita i zupełna kapitulacja” wobec Rosji – twierdzi były pracownik Bezpieczeństwa Narodowego Ben Rhodes ostro krytykując Trumpa na antenie stacji telewizyjnej MSNBC.
Co naprawdę wiemy o propozycji Trumpa złożonej Ukrainie? Z pewnością jest w niej żądanie własności 50% minerałów ziem rzadkich Ukrainy z potencjalną wyłącznością na jej eksploatację w zamian za kontynuację pomocy wojskowej. Co istotne bez amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Wiceprezydent US J.D. Vance uspokaja argumentując, że strategie negocjacyjne prezydenta Trumpa cechuje prezentacja wszystkich możliwych scenariuszy swojemu adwersarzowi i w tym tkwi jej siła.
Vance nie wyjaśnia jaki w tym benefit Ukrainy która z oczywistych powodów propozycji Trumpa przyjąć nie mogła zważywszy na prosty fakt: Amerykańska propozycja to kontrola 50% bogactwa Ukrainy, nie zaś jego eksploatacja. Propozycja amerykańska ma więc wszelkie znamiona oferty mafijnej. Czy nowa to jakość w amerykańskiej mentalności polityków? Odpowiedź pozostawiam czytelnikowi.
Ma rację Jacek Bartosiak z think-tanku Strategy&Future sugerując, że niewykluczone iż Ameryka przelicytowała w swoich zadaniach. Ale to zbyt mało powiedziane. Ameryka licytuje nie tylko ponad głowami europejskich elit – także całkowicie poza plecami Polski i jej interesów i poza interesami państw wschodniej flanki. Pytaniem zasadniczym staje się więc na ile udział Polski w pomocy Ukrainie jest dla nas nadal opłacalny. Amerykanie izolując Ukrainę mogą wszak zwrócić się do Polski o zamknięcie korytarza w Jasionce.
Niejeden zadaje sobie dziś w Polsce pytanie jak daleko posunięta jest krucjata europejska przeciw Trumpowi i czy Polska weźmie w niej udział. Lotnisko w Rzeszowie jest dziś jedynym korytarzem życia dla Ukrainy a jego zamknięcie na żądanie amerykańskiej administracji może zakończyć wojnę na warunkach zgoła dla Polski niekorzystnych.
To nie jedyne zagrożenie. O tym co może wydarzyć się w kraju w przypadku takiego scenariusza przekonuje nas ukraińska aktywistka Natalia Panczenko która ostrzega przed zamieszkami w Polsce, które miałyby zostać wywołane narastającymi napięciami pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Panczenko ostrzega m.in. przed „paleniem sklepów”.
„Dziś, kiedy co dziesiąty mieszkaniec Polski jest Ukraińcem, podsycanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest już bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla Polski”
– powiedziała Panczenko 5 lutego w wywiadzie dla ukraińskiej telewizji.
Trump i Duda czyli wojna o 8 minut
O “spotkaniu” prezydenta Dudy z Donaldem Trumpem podczas konferencji konserwatystów CPAC w Stanach Zjednoczonych krążą już legendy a postów uderzających w naszego prezydenta przybywa z każdą godziną. Andrzej Duda z pewnością doczekał się długo zasłużonej “nagrody” ze stronych tych którzy wolni od umysłu nie są. Takim jest z pewnością red. naczelny tygodnika doRzeczy który oceniając obecność Dudy na kongresie CPAC powiedział bez kompleksów:
Zamiast godzinnego spotkania trwało ono 8-10 minut i to co o nim wiemy to fakt, że prezydent Duda jest z tego spotkania zadowolony /../. Spotkanie wyglądało jakby było to spotkanie ucznia z egzaminatorem który przestaje z nogi na nogę czy komisja egzaminacyjna go wpuści. To pochodna relacji uniżoności w stosunku do Stanów Zjednoczonych/../. Dla każdego kto kieruje się polskim instynktem państwowym jest to czymś wstydliwym, czymś żenującym/../. Nie wiem o czym można przez osiem minut poważnie rozmawiać /../.
Lisicki mówi z sarkazmem wyrażając myśli niejednego Polaka zatroskanego dziś o sprawy państwa. Polska zabiega o uznanie, nadskakuje pokazując, że jest zawsze po właściwej stronie. – To jest coś dramatycznego – konkluduje Lisicki.
Jest oczywiste, że gdyby Trump zabiegał o wsparcie Polski w rozgrywce z Rosją, znalazłby czas na rozmowę z polskim prezydentem. Wściekłość Polaków na prezydenta jest w tym sensie całkowicie uzasadniona ale jej skala nie ma znaczenia w rozważaniach geopolitycznych. Andrzej Duda prowadzi politykę podległości która upokarza Polskę zarówno w stosunku do Ameryki jak i Ukrainy. To polityka katastrofalna dla Polski. Dudę obciąża w całości fakt nieprzygotowania wizyty w Stanach Zjednoczonych, brak wsparcia polskiego MSZ i karygodne niezrozumienie protokołu dyplomatycznego. Spieramy się dziś na temat długości trwania spotkania zamiast spierać się o cele wizyty i wyjazdu Dudy do USA.
Prezydent Duda uparcie obstaje przy koncepcji traktatu pokojowego na Ukrainie z zachowaniem granic tego państwa sprzed 2014 roku. Jeśli te koncepcje zawiózł do Stanów Zjednoczonych oznacza to całkowite fiasko w ocenie sytuacji przez gabinet prezydenta.
Obawiając się imperializmu zarówno amerykańskiego jak i rosyjskiego czekam na upadek prezydenta Ukrainy Zelenskiego, czekam także na katastrofalne efekty polskiej dyplomacji i dalszą eskalację rosyjskich żądań, w tym powrotu do koncepcji rosyjskiej sfery wpływów.
Winę za marginalizację Polski poniesie jak zawsze ta sama formacja pseudo-elit których Duda, Tusk czy Sikorski są dziś najlepszą egzemplifikacją.
Jak w przeszłości mamy do czynienia z całkowitym upadkiem polskiej dyplomacji. Za ten upadek nie zapłaci odchodzący dziś Duda. Zapłaci polskie państwo. Dramat to i żałosna farsa w jednej odsłonie.
Jack Malik

Idziemy na ścianę czyli polityczna puenta roku
Rok 2024 był dla Polski rokiem spustoszeń. Mówią o tym statystyki ekonomiczne ale także widoczny w kraju brak stabilności politycznej, nie notowany w kraju od lat. Koalicja 13 Grudnia to gra niebezpieczna i droga na ścianę od której odbijemy się boleśnie. Czytaj więcej ..

Plebejusz na prezydenta
Czy Nawrocki będzie dobrym prezydentem? Nie wiadomo. Ale w drodze do Belwederu jego bokserskie rękawice na pewno się przydadzą. Plebejusz z mądrością uliczną i bokserską wprawą to lepszy kandydat niż ten płaczący nad konstytucją czy zdejmujący krzyże ze ścian urzędów. Czytaj więcej ..

O potrzebie intelektu – gdy politycy mają nas za durniów
Gdy politycy mają nas za durniów nie wystarczy czekać na dzwony w kosciolach, raczej zawijać rękawy do pracy w lokalnych społecznościach w interesie bezpieczeństwa państwa którego gwarantem nie jest dziś ani Sikorski ani przypadkowy urzędnik. Czytaj więcej ..

Politycy i kabareciarze
Ma miejsce kabaret, tym razem politycznych klaunów których występom daleko do mistrzów w stylu Pietrzaka czy Laskowika. Występów o których warto pisać bo są probierzem nadchodzących zmian w relacjach do których kabaret w przeszłości raczej nie zaglądał.Czytaj więcej ..

Powiało świeżością – żałoba na salonach
Program republikanów na portalu Trumpa nie miał swojego odpowiednika po stronie demokratów. Amerykanie odebrali to jako sygnał, że ich portfele ucierpią znacznie. Bo portfele Amerykanów są najważniejszym czynnikiem sprawczym elektoratu.Czytaj więcej ..
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

