W oczach Zachodu
czyli krótka pamięć czy temat dla psychiatry
- Dodano:
- Kategorie: Komentarz, Polityka ze Świata, Tematy
Sekretarz generalna OBWE Helga Schmid sprzeciwia się wydaleniu Rosji z tej organizacji, chociaż jako Niemka urodzona akurat w Dachau w piętnaście lat po upadku nazizmu, powinna mieć większe wyczucie tematu ludobójstwa, teraz dokonywanego przez armię Władimira Putina. W najbliższym szczycie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (23-25 lutego), Rosja będzie uczestniczyć. Ukraina już zapowiedziała, że wobec tego spotkanie zbojkotuje.
Helga Schmid tłumaczy to wszystko potrzebą utrzymania niezbędnych kanałów dyplomatycznych. Problem w tym, że po 24 lutego ub. r., kiedy to zaczęła się gorąca wojna “w Ukrainie” jak powiadają teraz media, a nie wybuchła wszak samoistnie lecz w wyniku zaplanowanego i zmasowanego kremlowskiego ataku już o świcie – istniejące kanały dyplomatyczne okazały się nie tyle niedrożne, bo ich techniczna sprawność nie ma znaczenia, co zwyczajnie dla globalnej sytuacji nieistotne.
Z dygnitarzami Kremla spotkać się można przecież – i wiadomo, że kraje zachodnie to robią, chociaż się nie przyznają – w odległym kirgiskim Biszkeku, gdzie dobre kontakty rząd Kirgizji zachowuje tak z administracją Joego Bidena jak Władimira Putina, co położenie literalnie na końcu świata wydatnie ułatwia. Rozmawia się też zakulisowo w Turcji, należącej do NATO, ale tolerującej u siebie oficjeli rosyjskich oraz na Cyprze, przynależnym z kolei do Unii Europejskiej, ale także na gości z Kremla otwartym. Do potajemnych negocjacji nadaje się też Belgrad, skoro Serbia sympatyzuje wprawdzie z Rosją, ale też od momentu obalenia Slobodana Milosevicia nie uchodzi już za “państwo zbójeckie”.
Jednak udział rosyjskiej delegacji w Zgromadzeniu Parlamentarnym Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie akurat w rocznicę inwazji ich kraju na Ukrainę to żadna polityka. Tylko symbol.
Zwłaszcza, że miejscem wspomnianego zgromadzenia staje się Wiedeń. Jedna ze światowych stolic kultury, dyplomacji zresztą również, ale zarazem miasto w wyniku II wojny światowej zniszczone i podzielone. Inaczej przy tym niż Berlin, bez winy własnych mieszkańców, bo
Austria, chociaż się nie broniła, stała się w marcu 1938 r, w porze haniebnego “anszlusu” pierwszą ofiarą Hitlera. Dopiero później po monachijskiej zdradzie zachodnich sojuszników Pragi, dokonał on rozbioru Czechosłowacji, a w kolejnym już roku wysłał czołgi i bombowce na Polskę, jak dziś Putin na Ukrainę. Obłudnie więc tłumaczą się oficjele austriaccy, że nie mogli kremlowskim przedstawicielom wiz na przyjazd nie wydać.
Warto pamiętać o Monachium w ponurym czasie wiedeńskiego spotkania w tak gorszącym składzie. Bez Ukrainy, za to z Rosją – przypomnijmy. W wigilię i samą rocznicę wybuchu wojny na Wschodzie, bo tak właśnie przedstawia się skromna, bo dwudniowa agenda.
To nie dyplomacja, lecz manifestacja.
Wyjątkowo w tym wypadku złowroga. Ale też krótkowzroczna. Bo wszystko, co dziś administracji kremlowskiej nie karci, zarazem ją rozzuchwala.
Podobny wymiar i format mają próby dopuszczenia Rosji do przyszłych Igrzysk Olimpijskich (Paryż 2024), w imię domniemanej zasady, że nie miesza się sportu z polityką. Z polityką być może miksować się go naprawdę nie powinno, ale jak szlachetną rywalizację pogodzić ze zbrodniami wojennymi? A o nie przecież chodzi. Sensowna wydawałaby się raczej deklaracja: sportowcy Rosji w olimpiadzie będą mogli wziąć udział, nawet pod flagą własną (kiedyś im odebraną z powodów na tle obecnego sporu błahych, bo za doping farmakologiczny), ale pod warunkiem, że zanim zapłonie znicz olimpijski, armia Putina zaprzestanie masakrowania ukraińskich cywili.
Dystans nie był potrzebny, to jego charyzma wyznaczała oryginalność i wyjątkowość pisma. Przetrwał kolejne pucze i konflikty, wywoływane przez politykierów z legitymacjami dziennikarskimi.
Czym był dla “Życia” – czytelnicy przekonali się, kiedy po przejęciu wydającej gazetę firmy przez spółki, związane z Platformą Obywatelską, nastąpiła wymuszona przez nie zmiana naczelnego. Niefortunny następca Wołka, Paweł Fąfara stał się wyłącznie przedmiotem niewybrednych środowiskowych żartów dotyczących niedostatków bystrości i profesjonalizmu zawodowego. W krótkim czasie czytelnicy odwrócili się od oferowanego im półproduktu. Aż “Życie” przestało się ukazywać, nie pomogła już zmiana Fąfary na neutralnego Dariusza Materka.
Wcześniej przecież w kiosku prosiło się po prostu o “Życie Wołka”. To jedyny taki przypadek w dziejach prasy polskiej, że nazwisko naczelnego stało się prawie częścią tytułu gazety, a przynajmniej oczywistym hasłem wywoławczym.

Wołyń i Michniów
Nie spełniają się nadzieje, że nasza pomoc dla Ukrainy z chlubnym zaangażowaniem całego społeczeństwa przyczyni się do oddania sprawiedliwości polskim ofiarom ludobójstwa ..Czytaj więcej ..

Demokracja, zdrada i co naprawdę powiedział Andrzej Duda
Wyrażone przez Andrzeja Dudę ubolewanie, że w Polsce od dawna nikogo nie powieszono za zdradę – to wypowiedź nieroztropna lub cyniczna – prezydent uznaje, iż wraz z upływem drugiej kadencji nie kończy się jego kariera i chciałby zostać premierem.Czytaj więcej ..

Jak pomóc demokracji – realizm nie idealizm
Wybory prezydenckie pokazały uwiąd i kompromitację mediów głównego nurtu. Zamiast nad tym ubolewać – lepiej postarać się powstałą lukę zabudować. Czas zapewne pokazać, że w kwestii demokracji nie potrzebujemy tylu polityków.Czytaj więcej ..

Jak pomóc demokracji – realny network obywatelski
Wybory prezydenckie pokazały uwiąd i kompromitację mediów głównego nurtu. Zamiast nad tym ubolewać – lepiej postarać się powstałą lukę zabudować. Czas zapewne pokazać, że w kwestii demokracji nie potrzebujemy tylu polityków.Czytaj więcej ..

Wszystkie barwy czerwca
Zostawcie te wyniki w spokoju, chciałoby się powiedzieć mecenasom Giertychom i doktorom Kontkom. Są wystarczająco ciekawe, żeby zamiast je zmieniać, gdy klamka już zapadła a głosy dawno policzono, pochylić się nad nimi z zainteresowaniem. Warte są tego. Po prostu pasjonujące. Czytaj więcej ..
Łukasz Perzyna
© 2023 Copyright: Grupa Medialna Gruszka

